Wieś to nie rolnictwo. Rolnictwo to nie wieś – błąd prostego utożsamienia

Problem zaczyna się wtedy, gdy historycznie ukształtowana kategoria zaczyna żyć własnym życiem – długo po tym, jak przestała opisywać świat, do którego została stworzona. Uproszczenie, które przez lata uchodziło za oczywiste, dziś coraz częściej prowadzi do fałszywych diagnoz, źle zaprojektowanych polityk publicznych i narastających napięć społecznych.
W polskiej debacie publicznej wieś wciąż funkcjonuje jako skrót myślowy – skrót odziedziczony. Gdy mówimy „wieś”, najczęściej myślimy „rolnictwo”. Gdy mówimy „rolnicy”, zakładamy, że mówią w imieniu całej wsi. Ten intelektualny automatyzm nie wziął się znikąd: przez dziesięciolecia był zgodny z rzeczywistością społeczną i strukturą gospodarki. Przez większą część XX wieku wieś była przede wszystkim zapleczem produkcyjnym, a rolnictwo organizowało nie tylko pracę, lecz także rytm życia, hierarchie społeczne i relacje z państwem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy historycznie ukształtowana kategoria zaczyna żyć własnym życiem – długo po tym, jak przestała opisywać świat, do którego została stworzona. Uproszczenie, które przez lata uchodziło za oczywiste, dziś coraz częściej prowadzi do fałszywych diagnoz, źle zaprojektowanych polityk publicznych i narastających napięć społecznych.
Koszt tego skrótu ponoszą przede wszystkim ci mieszkańcy wsi, którzy z rolnictwem, poza adresem zameldowania, nie mają już nic wspólnego. A to dziś większość. Wieś przestaje być słyszana jako zróżnicowana wspólnota, a zaczyna być traktowana jak jednorodna grupa interesu, co ma coraz mniejsze pokrycie z rzeczywistością. Ten skrót działa jak filtr poznawczy: pozwala szybko wskazać „adresata” polityki, ale jednocześnie usuwa z pola widzenia ogromną część wiejskich doświadczeń. Czy można sensownie mówić o wsi, jeśli słyszy się tylko jeden z wielu głosów, które ją współtworzą?