Ubywanie

Najpierw ubywa głosu.
Jeszcze mówi,
ale ciszej,
jakby każde słowo
musiało wracać z daleka.

Potem ubywa spojrzenia.
Oczy są wciąż te same,
lecz coraz mniej w nich świata,
coraz więcej drzwi,
których nie umiemy otworzyć.

Ubywa dłoni…
ciepłej, znajomej,
a jednak już jakby nieobecnej,
jakby trzymała nas
z drugiego brzegu.

Dzień po dniu
jest go trochę mniej.
Odchodzi po kawałku,
bez walizek, bez pożegnania,
zostawiając po sobie
coraz więcej miejsca.

A my stoimy obok
i próbujemy ocalić
każdy oddech,
każdy gest,
każde jeszcze.

Lecz on powoli
rozpływa się w ciszy,
traci kontury, imię, ciężar…
aż staje się światłem,
cieniem,
wspomnieniem,

nicością,
która boli tak bardzo,
jakby była wszystkim.
Ale jest… ale jakoś tak mało…
(SK)

link do piosenki