Danuta W. Krystyny Jandy

Kilka dni temu pisałem o „My Way” Krystyny Jandy, ale dziś, z perspektywy rocznicy Porozumień Sierpniowych (30 sierpnia), myślę, że powinienem napisać raczej o „Danucie W.”… Bo czyż nie jest to spektakl, który doskonale pokazuje, że historia nie składa się tylko z głośnych przemówień i wielkich nazwisk? Czy nie budują jej także Ci/Te, którzy stoją trochę z boku, trochę w cieniu, ale bez nich wszystko rozsypałoby się jak domek z kart? To właśnie w tej ciszy, w tle wielkich wydarzeń, rodzi się prawdziwa siła… Siła codzienności, odpowiedzialności i milczącej odwagi, której nie widać w kamerach, a która w istocie utrzymuje świat w pionie… Siła, która nie krzyczy – a jednak trwa, gdy inne głosy milkną. Siła cichego bohaterstwa, które nie potrzebuje braw, bo niesie na barkach ciężar dnia powszedniego…

Widziałem ten spektakl już chyba dekadę temu, jeszcze mieszkając w Poznaniu. I choć od tamtego czasu minęło tyle lat, do dziś pamiętam nie tylko grę aktorską, ale też szczegół, który pozornie nie ma znaczenia – kawałek szarlotki upieczonej przez Krystynę Jandę (tak, tak… podczas spektaklu Krystyna Janda dzieli się swoim wypiekiem, który przygotowuje w trakcie monologu). Pachniała ciepłem, domem, codziennością. Oczywiście to nie ciasto było najważniejsze, ale ten zapach, unoszący się nad sceną i widownią, stał się częścią przeżycia. Czy to nie piękne, że teatr może działać nie tylko na emocje i intelekt, ale też na nasze zmysły? Sensu stricto – to aromat świeżo pieczonej szarlotki, sensu largo – to smakowita sztuka, która zostaje w pamięci na długo i sprawia, że chce się ją przeżywać jeszcze raz…

A sama historia? Nie o Lechu Wałęsie, bo jego rolę w dziejach wszyscy znamy i powtarzamy… Ten spektakl pozwala spojrzeć na kogoś innego – na Danutę Wałęsę. Kobietę, która patrzyła z boku na historię, która toczyła się w jej własnym domu… Czy nie jest to trudniejsze niż uczestniczyć w wydarzeniach wprost? Czekać, milczeć, martwić się, a jednocześnie wychowywać dzieci, trzymać codzienność w ryzach? Ile siły, ile odwagi wymaga takie życie, gdzie każdy dzień jest jednocześnie zwyczajny i niecodzienny?

„Danuta W.” to hołd dla kobiet, które z pozoru stoją z boku, ale bez nich świat by się nie ruszył… To opowieść o cichym bohaterstwie – nie na transparentach, nie w podręcznikach, ale w codzienności, w trosce, w miłości. A przecież bez tej cichej obecności nawet największe zrywy nie miałyby sensu. Jak często zapominamy, że historia to także te ‚niewidzialne dłonie’, które szykują obiady, uspokajają dzieci, trzymają dom, gdy cały świat wali się w gruzy? Mówi, też w jakiś sposób, o kobietach co nadstawiały karku… Alinie Pieńkowskiej, Henryce Krzywonos, Ewie Ossowskiej i Annie Walentynowicz… To nazwiska znane, ale czy naprawdę docenione? Ile jeszcze kobiet, które działały w komitetach, drukarniach, na strajkach, nigdy nie zostało wymienionych?

Ten spektakl przypomina, że Solidarność to nie tylko Lech Wałęsa i grupa przywódców męskich. To także kobiety – często zepchnięte na margines, spychane w cień, a jednak bez nich nie byłoby tamtej siły społecznej. Kto trzymał domy, gdy mężczyźni byli internowani? Kto organizował żywność, opiekę, kto ryzykował, przewożąc ulotki i bibułę? Czyż nie one były cichymi filarami całego ruchu?

Pamiętam, że siedząc na widowni, miałem wrażenie, że Janda mówi też o wszystkich kobietach, które gdzieś tam – na prowincji, w blokach, w małych mieszkaniach – żyły z historią w tle… One także czekały, martwiły się, kochały, wychowywały. Czyż nie są one współtwórczyniami tego, co dziś nazywamy wolnością? Ten spektakl otwiera oczy, że Danuta Wałęsa jest symbolem wielu innych kobiet, które nigdy nie doczekały się sceny, a przecież bez nich Polska wyglądałaby inaczej…

„Danuta W.” to hołd dla tych właśnie kobiet. Daje im głos i miejsce na scenie. I uczy szacunku – byśmy nie patrzyli na historię tylko oczami ‚liderów’, ale także oczami tych, którzy w codzienności i ciszy dawali siłę, by walka mogła się toczyć.

I dlatego warto obejrzeć ten spektakl, nie tylko ze względu na Jandę, ale i ze względu na siebie. Bo może to jest właśnie zadanie teatru – abyśmy patrząc na cudze historie, uczyli się pytać o własne. I abyśmy potrafili dostrzec tych, którzy stoją obok – często w ciszy – a bez których nasze życie nie miałoby sensu…

link do spektaklu w Teatrze Polonia