Sławnik teatralny: Życie Pani Pomsel

Od dawna zastanawiałem się, który spektakl powinien otworzyć mój nowy cykl felietonów w „Liberté!”, w którym chcę pisać o teatrze moimi oczami – nie jako specjalista, krytyk czy zawodowy recenzent, ale jako wierny widz. Teatr od lat jest dla mnie miejscem odpoczynku i zarazem intensywnego przeżycia – chwilą, gdy można oderwać się od codzienności, ale też spojrzeć na nią z innej perspektywy. Wychodząc z sali, często zostaję z pytaniami, które we mnie dojrzewają. Pomyślałem, że warto się nimi dzielić – nie po to, by dawać oceny czy wystawiać noty, ale by zapraszać do rozmowy. Bo teatr – jeśli jest prawdziwy – nie kończy się na scenie. On żyje w nas długo po tym, gdy gasną światła.
Który spektakl zasługuje na to, by od niego zacząć? Wybór padł na przedstawienie, które zostawiło we mnie trwały ślad…