Kilka słów o inflacji…

Wczoraj pod moim wpisem o inflacji na X, część osób dziwiła się, dlaczego inflacja jest na poziomie niewiele ponad 3%, a tymczasem usługi – fryzjer, manikiurzystka u nich podrożały nawet o 20-30%. No więc wyjaśniam… 🙂
1. Inflacja to nie cena jednej usługi, tylko cała gospodarka…
Inflacja to średni wzrost cen setek produktów i usług kupowanych przez przeciętne gospodarstwo domowe. GUS bada je w ogromnym ‚koszyku inflacyjnym’ – obejmuje on kilkaset kategorii, od chleba i masła, przez rachunki za prąd i gaz, po telefony komórkowe czy wizytę u fryzjera. Nie znajdziesz tam natomiast lokomotyw czy statków, bo zwykły Kowalski nie kupuje ich na co dzień – inflacja dotyczy tylko tego, co realnie konsumujemy…
2. Każdy element koszyka ma swoją wagę – i tu jest sedno…
Wskaźnik CPI (Consumer Price Index), który mierzy inflację, to średnia ważona (patrz obrazek). A wagi zależą od tego, na co najczęściej wydajemy pieniądze:
Żywność i napoje bezalkoholowe – ok. 26% koszyka.
Mieszkanie i nośniki energii – ok. 20%.
Transport – ok. 11%.
Fryzjer, kosmetyczka czy manicure – to promile, czyli ułamki procenta.
Dlaczego tak mało? Bo przeciętny Polak chodzi do fryzjera czy manikiurzystki dużo rzadziej niż mieszkaniec dużego miasta. O ile w Warszawie wizyta raz w miesiącu jest normą, to w mniejszych miejscowościach czy na wsi ludzie korzystają z takich usług zdecydowanie rzadziej. W efekcie w skali kraju te wydatki są stosunkowo małe – a to właśnie przeciętny budżet Polaka decyduje o wadze w koszyku.
3. GUS nie liczy inflacji w jednym sklepie…
Żeby było rzetelnie, ceny są zbierane w tysiącach punktów w całej Polsce (zobaczcie mleko ile ma rekordów, przykład z prezentacji GUS) – od hipermarketów w miastach, przez bazary, po małe sklepy i punkty usługowe na prowincji. Ankieterzy sprawdzają ceny tych samych produktów w różnych lokalizacjach, żeby nie było przekłamań. Dodatkowo GUS korzysta z danych skanowanych z sieci handlowych i monitoruje sklepy internetowe.
4. Inflacja a promocje i rabaty…
Promocje są uwzględniane, ale tylko te, które są dostępne dla wszystkich. ‚Happy hours’ czy rabaty tylko dla wybranych klientów nie mają większego znaczenia w obliczeniach. Dzięki temu wskaźnik inflacji nie jest sztucznie zaniżany chwilowymi okazjami.
5. Inflacja ‚statystyczna’ vs. ‚odczuwalna’…
Statystyczna: w lipcu 2024 r. inflacja CPI wyniosła niewiele ponad 3%.
Odczuwalna: jeśli ktoś mieszka w dużym mieście, gdzie częściej korzysta się z usług i one podrożały o 10, 20 czy 30%, może czuć, że inflacja jest dwa-trzy razy wyższa.
To tzw. złudzenie inflacyjne – każdy z nas ma swój ‚osobisty koszyk’ wydatków, inny w Warszawie, inny na wsi. A oficjalny wskaźnik to średnia dla całego kraju.
6. Metodyka to gruba księga…
Pełny podręcznik metodyki mierzenia inflacji to setki stron – statystycy żartują, że to ‚biblia inflacji’. Dlatego GUS przygotował popularne wersje w stylu ‚Co warto wiedzieć o inflacji’, by przybliżyć temat zwykłym ludziom. Bo w wersji fachowej to są tabele, wzory, definicje i całe rozdziały o tym, jak porównywać ceny produktów o zmienionej gramaturze.
To tak w wielkim skrócie…