Tłusty czwartek

Dzisiaj tłusty czwartek, tradycja jedzenia pączków, faworków i chruścików, wiecie skąd się wziął ten zwyczaj?
To znacznie starsze niż chrześcijański kalendarz… U schyłku zimy objadano się tłustym, sytym jedzeniem, by symbolicznie zapewnić sobie siłę i urodzaj w nadchodzącym roku. Tłuszcz oznaczał dostatek, a sytość miała „przyciągnąć” obfitość. Dopiero później zwyczaj włączono w rytm karnawału – jako ostatni akcent przed Wielkim Postem.
W Wielkopolsce, skąd pochodzę, świętowano bez przesady, ale z wyraźnym poczuciem sensu. Były pączki z marmoladą, ruchanki smażone na smalcu i wspólne biesiadowanie. A finałem zapustów był podkoziołek – z figurką kozła, symbolem witalności i płodności, przy którym młode dziewczęta „wykupywały” sobie taniec przed nadejściem postnej ciszy (we wtorek przed środą popielcową).
W tradycji ludowej tłusty czwartek był początkiem ostatnich, często bardzo żywiołowych zabaw. Na wsiach chodzili przebierańcy, grano, tańczono, żartowano. Był to czas przekroczenia codziennych norm – trochę jak zawieszenie porządku społecznego przed powrotem do dyscypliny postu.
Jedzenie miało wymiar wspólnotowy. Pączki rozdawano sąsiadom, częstowano gości. Nadmiar był elementem rytuału.
Dziś w Polsce w tłusty czwartek zjada się – według szacunków branżowych – nawet 80–100 milionów pączków w jeden dzień. Statystyczny Polak spożywa 2–3 sztuki, choć są tacy, którzy traktują to jak sport narodowy.
Z dawnej magii został symbol, ale potrzeba wspólnego rytuału – została.
W jednym pączku mieści się więcej niż cukier – mieści się pamięć o świecie, w którym ludzie wierzyli, że sytość dziś może przynieść urodzaj jutro.