Cisza o 9:00 w Ukrainie…

I znów wybija 9:00…
Cała Ukraina zatrzymuje się na chwilę. Milkną rozmowy, zwalnia codzienność, ludzie przystają na ulicach, w urzędach, sklepach, szkołach, przy przejściach dla pieszych. Jakby na moment całe państwo brało wspólny oddech. Nie po to, by celebrować własną siłę, ale by pamiętać o tych, których już nie ma.
To chwila pamięci o ofiarach tej bezsensownej i okropnej wojny. O cywilach zabitych w domach, na ulicach, w schronach, w drodze po wodę, chleb, lekarstwa. O żołnierzach, którzy oddali życie za wolną i bezpieczną Ukrainę. O tych, którzy przelali krew nie za abstrakcyjne hasła, lecz za bardzo konkretne prawo: by ich dzieci mogły żyć bez okupanta, bez strachu, bez przemocy, bez narzuconej obcej władzy.
A człowiek tylko stoi i myśli, jak wielkim szczęściem jest żyć dziś w demokratycznej Polsce. Bez wojny. Bez syren alarmowych jako codzienności. Bez konieczności wysyłania własnych dzieci na front. Bez lęku, że kolejny poranek może nie nadejść.
Ta minuta ciszy nie jest tylko ukraińskim rytuałem pamięci. Jest także przestrogą dla nas. Wolność nie jest dana raz na zawsze. Pokój nie jest naturalnym stanem świata. Demokracja nie jest ozdobą, którą można odłożyć na półkę, gdy zaczyna przeszkadzać. To wszystko wymaga troski, odpowiedzialności i pamięci.
Bo są narody, które o cenie wolności nie muszą czytać w książkach. One płacą ją każdego dnia.
O 9:00 Ukraina milknie.
A my powinniśmy przynajmniej umieć usłyszeć tę ciszę.